wtorek, 28 lipca 2015

Dzień na Skalite i Malince - relacja (część pierwsza)

Hej!
Radośnie powracam do Was po jednodniowej nieobecności. Dzisiaj chcę zaprezentować Wam pierwszą część relacji z wczorajszego wyjazdu do Szczyrku i Wisły. Postanowiłam podzielić ją na dwie części, ponieważ w innym wypadku post wyszedłby za długi. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Miłego czytania!


Na podbój beskidzkich skoczni wybrałam się w towarzystwie Wiktorii z sportoweautografy.blogspot.com. Niestety nie jestem taką szczęściarą jak ona toteż w grę wchodził tylko jeden dzień. Od czwartku to sobie na szczęście odbiję. O treningu dowiedziałyśmy się od naszego niezawodnego informatora, którego w tym momencie pozdrawiam. Niestety miał on miejsce od 9 rano, więc żeby być na czas w Szczyrku musiałam wstać o 3;30. O 6;04 miałam już pociąg z Katowic, który zawiózł mnie do Wisły skąd odebrała mnie moja wspaniała towarzyszka. Na szczęście nie stałyśmy długo w korku, więc dojechałyśmy na miejsce tylko troszeczkę spóźnione.

Pod skocznią od razu okazało się, że jesteśmy jedynymi kibicami. Nie zraziło nas to jednak, tym bardziej, że wracając z rozgrzewki przywitali się z nami Krzysiek Miętus i Andrzej Stękała. Chyba zapamiętali nas lub co bardziej prawdopodobne Wiki, z Memoriału Olimpijczyków. Tym razem nie przyjechałyśmy jednak bez celu, a wykonywać swoją pracę. W moim wypadku było to przeprowadzanie wywiadów, a Wiktoria miała robić zdjęcia.




Osoby, które mnie znają pewnie wiedzą, że mam straszny lęk wysokości toteż jazda wyciągiem, gdy już zostałyśmy na niego wpuszczone dzięki legitymacjom prasowym, była dla mnie istną torturą. Nie przewidziałam też, że schodki na skoczni są aż tak strome. Cały czas musiałam się pilnować, żeby się nie wywrócić. Wszystko wynagradzały jednak piękne widoki i możliwość obserwowania skoczków z boku rozbiegu. Skoki z tej perspektywy są jeszcze bardziej magiczne. U góry spędziłyśmy dwie serie skoków po czym udałyśmy się wyciągiem na dół, by wjechać jeszcze raz, ale tym razem tylko do połowy, by móc robić zdjęcia z zeskoku. 




Dostanie się tam było jeszcze trudniejsze, ponieważ o ile u góry można się było wszędzie dostać schodkami to żeby znaleźć się na takich schodkach na wysokości zeskoku, musiałyśmy przemknąć pod progiem na tym fragmencie buli, gdzie jeszcze nie ma igielitu. Trochę trudno jest to wszystko wytłumaczyć, może na zdjęciach będzie to lepiej widoczne, ale i tak najlepiej jest zobaczyć to samemu. Skoczkowie fruwali nam praktycznie nad głowami, a pęd ich lotu sprawiał, że w pierwszej chwili aż się zachwiałam i gdy nie barierka to pewnie wylądowałabym gdzieś pomiędzy schodkami, kilkanaście metrów nad ziemią.




Spędziłyśmy tam kolejne dwie serie po czym postanowiłyśmy ostatnie skoki obejrzeć z dołu i porobić tam jeszcze jakieś zdjęcia. Wyciągi mają jednak to do siebie, że na międzystacji da się pojechać tylko do góry. Chcąc znaleźć się na dole musiałyśmy więc wjechać na samą górę i dopiero potem udać się spowrotem. Skoczkowie wjeżdżali akurat na kolejną serię, więc cierpliwie czekałyśmy na wolną ławeczkę. 




W pewnym momencie na górę wjeżdżał Andrzej. Od razu zaczął się do nas uśmiechać, przyhamował i zapytał "To która jedzie do góry?". Szczerze to przyznam się Wam, że mnie zatkało. Nie wiedziałam kompletnie o co mu chodzi, stałam tylko i się uśmiechałam. Wiki jednak wykazała się większą przytomnością umysłu i popchnęła mnie do przodu. W efekcie wylądowałam na jednym wyciągu z skoczkiem, na dodatek z jednym z moich ulubieńców. Było genialnie, spełniło się jedno z moich ogromnych marzeń. Rozmawialiśmy całą drogę. Polubiłam dzięki temu Andrzeja jeszcze bardziej, o ile to tylko możliwe.

Nie było to jednak jedyne z marzeń, które udało mi się wczoraj spełnić. Przeprowadziłam też swój pierwszy wywiad w życiu. Wcześniej zdarzało mi się dzwonić do Macieja Kota i zadawać mu kilka pytań, ale teraz po raz pierwszy rozmawiałam ze skoczkiem twarzą w twarz. Moim rozmówcą był Krzysiek Leja, a efekty rozmowy będziecie mogli już niedługo przeczytać na SKOKInews.com

W tym miejscu kończę pierwszą część mojej relacji. Jutro pojawi się druga, gdzie dowiecie się więcej o moim pobycie na skoczni Wisła Malinka. Uwierzcie mi, będzie jeszcze ciekawiej niż dzisiaj!
Trzymajcie się
Zuzia

1 komentarz: