czwartek, 16 lipca 2015

Za co kocham: fotografię

Cześć!
Pomysł na kolejną notkę z cyklu przybył do mnie właściwie przypadkiem. Nie chciałam dzisiaj pisać o muzyce. Weszłam do mojego pokoju, rozejrzałam się po ścianach i już wiedziałam o czym Wam dzisiaj napiszę. Nim jednak to zrobię to kilka informacji. Po pierwsze, jutro nie będzie notki. Wyjeżdżam do Szczyrku na Memoriał Olimpijczyków. Po drugie, dostałam dzisiaj słodką kartkę z mikołajem z Finlandii. Po trzecie: od piątku nie było u mnie nowych autografów. Ale nie o tym dzisiaj.




London Bridge


Zuzia pisząca o fotografii... W tym momencie każdy kto mnie zna powinien się oburzyć i zamknąć kartę, a potem napisać do mnie wściekłą wiadomość, że co ja sobie wyobrażam, że się sprzedałam i takie tam. Ale w tym momencie muszę zasmucić wszystkie te osoby: Nie, nie zamierzam robić z siebie wielkiego fotografa, bo nim nie jestem i nie, nie jest to chytry pomysł na założenie własnego fan page'a o jakże wymownej nazwie Zuzanna photography (jakby ktoś pytał to całkiem nieźle to brzmi). Piszę tą notkę, by pokazać Wam co takiego kocham w fotografii, mimo że nie jestem w niej nawet w jednej setnej profesjonalna. Jako ilustrację przygotowałam kilka moich zdjęć robionych podczas skoków lub podczas wyjazdu do Londynu. 


Michael Hayboeck


Przyznam Wam się, że kiedyś strasznie nie lubiłam robić zdjęć, a jeszcze bardziej do nich pozować. Wszystko zmieniło się, gdy zaczęłam jeździć na skoki i koncerty. Chciałam mieć pamiątkę z wyjazdów, więc z początkową niechęcią zaczęłam prosić skoczków o wspólne zdjęcie. To że się zgadzali sprawiało, że coraz bardziej się w to wkręcałam, a niedługo później odkryłam, że robienie zdjęć sprawia mi przyjemność. Pozowanie do nich może mniejszą, ale oglądanie ich potem? O tak, to bezcenne uczucie, szczególnie gdy raz na ruski rok uda mi się wyjść dobrze. W efekcie coraz częściej można mnie było spotkać z aparatem lub telefonem w ręce.


Tower Bridge


Jeżeli chodzi o sprzęt to wszystkie zdjęcia z tej notki robione były Canonem 550D. Należy on do mojego brata. Własnego aparatu póki co nie mam, co dyskwalifikuje zapewne ten elaborat o niczym w Waszych oczach. Na swoją obronę muszę dodać, że póki co nie był mi potrzebny. Przy mniejszych wyjazdach sprawdza mi się aparat w telefonie, a gdy chcę poczuć ciężar lustrzanki na szyi (zdecydowanie przereklamowane uczucie) to robię słodkie oczka kota ze Shreka do mojego brata. Zwykle mi nie odmawia, chociaż to przeze mnie trzeba ustawiać ostrość manualnie odkąd przywaliłam nim w coś podczas jazdy londyńskim metrem. Wszystkiego się oczywiście wyparłam, ale Darek i tak domyśla się prawdy, więc gdybyś znowu nudził się w internetach i tu trafił to przepraszam :D


Gregor Schlierenzauer


Co fotografuję? Jak się pewnie domyślacie: skoczków. W każdej możliwej pozycji i z każdą możliwą miną. Ale nie tylko. Zdarza mi się robić zdjęcia na koncertach, te jednak tylko na własny użytek, bo jakość zwykle ssie. Czasami gdy odwiedzam jakieś miasto fotografuję plenery, ale daleko mi do japońskiego turysty, który musi zrobić zdjęcie absolutnie wszystkiemu. Ostatnimi czasy fotografuję jednak głównie siebie, a to za sprawą wynalazcy przedniej kamerki i selfie. Nie traktuję tego jednak jak sztukę. To takie lekarstwo na nudę, z absurdalnie długą listą skutków ubocznych. 


Big Ben


Dla wielu osób obcowanie ze zdjęciami kończy się na ich zrobieniu i ewentualnym wstawieniu na różnorakie portale społecznościowe. Dla mnie prawie zawsze następuje kolejny etap: wywołanie. Dopiero gdy widzę efekt na błyszczącym lub matowym papierze mam wrażenie, że zdjęcie ożywa. Wiele osób to dziwi, zastanawiają się po co wydaję pieniądze skoro są komputery. Przed erą komputerów mieliśmy jednak albumy na zdjęcia i wbrew temu, co wszyscy twierdzą one przetrwają dłużej niż komputery. Te drugie zmieniamy co parę lat: bo za stary, bo się zacina, bo weszły nowe modele. Albumy się nie starzeją, wręcz z wiekiem są coraz lepsze. Kiedy przeglądam zakurzone strony i widzę polaroidy sprzed 100 lat, czuję, że moje dzieci i wnuki też chciałyby mieć co oglądać. Dlatego inwestuję w zdjęcia. Bo na koniec liczą się tylko wspomnienia.


Andreas Wellinger


Dawid Kubacki


Rune Velta


Trzymajcie się!
Wasza Zuzia

1 komentarz:

  1. Super, To mój nowy blog, dodałam Twój do polecanych i liczę na rewanż ;)
    autografy-patrycji-jablonskiej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń