piątek, 7 sierpnia 2015

19. Stephan Leyhe

Hej!
Przybywam do Was z szybciutką notką. Mam jeszcze do napisania artykuł, a o 20 są skoki, więc będzie króciutko. Z góry też uprzedzam Was, że kolejna notka pojawi się pewnie dopiero w poniedziałek. Dlaczego? Wyjeżdżam do Wisły. Tak, znowu :D Tym razem moim celem są zawody Letniego Pucharu Kontynentalnego. Pierwszy raz na nich będę, więc jestem bardzo podekscytowana. Ale do rzeczy, dzisiaj chcę Wam pokazać autografy młodego niemieckiego skoczka. Jego podpis prezentuje się tak:





Zdobyłam go podczas LGP w tym roku. Złożony jest on na zdjęciu, które bardzo mi się podoba. Ze zdobywaniem tego autografu wiąże się śmieszna historia. Otóż, było to podczas kwalifikacji. Miałam wtedy bilet na sektor a4 i stałam koło bandy, gdzie z drugiej strony skoczkowie schodzą po schodkach. Właśnie przechodził Stephan, miałam już zdjęcie w ręce i podawałam mu marker, gdy nagle wysmyknął mi się z ręki i wpadł pod schodki. W pierwszej chwili myślałam, że się rozpłaczę. To był mój jedyny marker, skoki nie były nawet w połowie, a w albumie czekało mnóstwo zdjęć do podpisu. Wtedy jednak zdarzyło się coś dziwnego: Stephan odstawił narty i schylił się w poszukiwaniu mojego markera. Możecie mi wierzyć albo nie, ale wpadł on naprawdę daleko pod schodki i samo to, że Stephanowi chciało się go wyciągać zaskoczyło mnie strasznie. Co najlepsze udało mu się to i od razu podpisał mi na zdjęcie. Jeszcze mnie przepraszał, bo coś mu się ubzdurało, że to wszystko stało się z jego winy. Może dla niektórych to nic wielkiego, ale mnie naprawdę wzruszyła ta chwila i już zawsze będę ją miło wspominać. Nie wspomnę już o tym, że Leyhe z zawodnika praktycznie nieznanego momentalnie stał się jednym z moich ulubieńców.




Ostatniego dnia zawodów udało mi się dorwać kartkę Stephana. Bardzo mi się ona podoba, tym bardziej, że to moja pierwsza tego zawodnika. Leyhe jako jeden z niewielu zawodników cierpliwie rozdawał kartki i robił zdjęcia poza barierkami. Większość uciekała stamtąd jak najszybciej, przerażona tabunem rozhisteryzowanych fanek. Wynikła z tego kolejna dość zabawna sytuacja, gdy wołałyśmy do Stephana "Achtung", ponieważ ktoś wyjeżdżał z parkingu, a grupka wokół skoczka i on sam stali mu na drodze.




Wtedy też udało mi się zrobić zdjęcie z tym przesympatycznym zawodnikiem. Strasznie się cieszę, że mam na nim wianek, to cudowna pamiątka z tego dnia. Jakoś wtedy nie miałam szczęścia do skoczków: zebrałam zaledwie kilka kartek i zrobiłam to jedno zdjęcie. Mimo to, nie narzekam, bo cały weekend był dla mnie bardzo udany i obfitujący w autografy i zdjęcia. Co do samego zdjęcia to Stephan ma na nim troszkę dziwną minę, ale możemy pominąć ten jakże nieważny fakt. Liczy się, że mam to zdjęcie :)

Na dzisiaj to tyle, notka wbrew pozorom wyszła dłuższa niż się spodziewałam. Mam nadzieję, że w redakcji nie zabiją mnie za mały poślizg z publikacją tekstu. Najwyżej zwalę na zdenerwowanie po dzisiejszym etapie Tour De Pologne. Zawsze się znajdzie jakiś powód.
Trzymajcie się
Zuzia

3 komentarze: